Substytut Parkrun-owego biegania

Rano, jak zwykle nie mogłem dospać. To już chyba w mojej naturze tkwi, że lubię wcześnie wstawać. Kiedyś czytałem, że ludzie zaliczają się do dwóch głównych grup, jeżeli idzie o spanie i wstawanie: sowy, czyli tych, którzy główna aktywność zaczyna się popołudniu i może trwać do późnej nocy z opcją przedłużenia nawet do światu oraz skowronki, którzy uwielbiają wstawać bardzo wcześnie, ale chodzą spać wtedy, kiedy sowy dopiero się rozkręcają. Ja zdecydowanie zaliczam się do tej drugiej grupy. Ma ona pewne

Czytaj Dalej ->

Może i bez tytułu

Dzisiaj to mróz nas przydusił. Tak jak widziałem okolice tych minus€“ 10 przez cały czas. W sumie pierwszy raz nie żałuję, że dzisiaj mam dzień przerwy w bieganiu. Co prawda nogi dalej drepczą pod stołem, ale to chyba bardziej z przyzwyczajenia i obowiązku niż upierania się, co do dzisiejszego biegu. Oczywiście, gdyby był bieg w moim terminarzu, to już bym gdzieś tam leciał, ale z racji, że nie wiec tylko sobie skrobię ( przy okazji drepcząc). Palcami po klawiaturze rzecz jasna. Ciekawe jak jutro będzie i czy rano uda

Czytaj Dalej ->

Zimowe przypadki biegacza

Muszę przyznać, że dzisiaj miałem  sporo szczęścia. Znowu mógłbym powiedzieć, ze nawet przewyższyło ilość rozumu ( o ile takowy jeszcze jest) w mojej głowie. Od kilku dni chodziłem trochę struty. W poniedziałek, kiedy zaczęło padać  nie ruszałem mojego samochodu i sobie stał pod domem.  Kiedy ścisnął mróz tym bardziej go nie ruszałem. Z pełnym zrozumienia uśmiechem patrzyłem na ludzi, którzy godzinami zeskrobywali  lód ze swoich samochodów.  Ja uznałem, że sobie spokojnie poczekam. We wtorek, kiedy już

Czytaj Dalej ->

Snieżne bieganie

Wychodząc dzisiaj z domu, wszedłem w białe zaspy śnieżne. Czyli można powiedzieć, że w tym tygodniu mieliśmy już trzy rodzaje nawierzchni, firmowane znakiem pani Zimy. Tak więc najpierw była lodowa, gładka, prawie bez skazy wykładzina, potem spękany krystalicznie zmrożony chodnik, a dzisiaj śnieżny dywan. Może i jest w tym pewien urok, ale chociaż wyjątkowo się staram, nie do końca mogę go znaleźć. Ale przynajmniej próbuję. Po południu ten śnieżny dywan już ostro zszarzał, pobladł i robił się taki mało interesujący.

Czytaj Dalej ->

Zimowa bieganinka część druga

No cóż Sławku, w tym co napisałeś chyba coś jest.Rano, kiedy wychodziłem do pracy, pierwsze co to oceniałem warunki panujące na drodze pod kątem popołudniowego biegu. Dopiero po wstępnej ( nawet pozytywnej ocenie) zastanawiałem się jak dzisiaj dostanę się do pracy. Samochód przypominał jedną lodową kukłę. Był dokładnie opatulony lodem. Wczoraj go nie ruszałem, jechaliśmy ze znajomym jego,  więc ominęło mnie wczorajsze skrobanie, ale dzisiaj to nie było opcji. Musiałem szukać alternatywnych rozwiązań, dostania

Czytaj Dalej ->

Ekstremalne bieganie

Muszę przyznać, ze wczoraj miałem więcej szczęścia niż rozumu. Jak pisałem, kiedy biegłem rano, padała marznąca mżawka, była jakaś ślizgawica, ale jeszcze do ogarnięcia i opanowania. Dało się biec. Natomiast dwie godziny później już wyjść się nie dało z domu. Na chodniku leżał jeden ciągły lód. Tak samo na jezdni. Nieprzerwana błyszcząca warstwa, po której iść się nie dało, o bieganiu nie wspomniawszy. Ale niektórzy jeździli . No i potem się słyszało o wyciąganych z rowów, a także  tworzących surrealistyczne

Czytaj Dalej ->

Niedzielne rozważania

Na początku dzisiejszego pisania pragnę podziękować za wczorajsze komentarze. Szczególnie gratuluję Sławkowi za pokonanie 10 km. Super, że udało się Tobie przełamać godzinę. Czas podczas treningu zawsze jest dużo gorszy, niż w czasie biegu zbiorowego na czas. Ja także np. teraz robię 11.5 trochę powyżej godziny, a mój najlepszy wynik na 10 km, to podczas Biegu Niepodległości w Luboniu w zeszłym roku, kiedy uzyskałem 48.58. Dla innego porównania, dzisiaj „ ósemkę” zrobiłem w 45.26. Co prawda pogoda dzisiaj byłą

Czytaj Dalej ->