Kolejny najdłuższy tygodniowy bieg

Wygląda na to, że przynajmniej rankiem pogoda niewiele sobie robi z zapowiedzi i czarowania prezenterów zapowiadających jej stany. Zgodnie z wszędzie głoszonymi deklaracjami, miało dzisiaj być w granicach minus dwóch, trzech stopni i do tego słonecznie. Kiedy zjawiłem się rano, przed swoją pracą, na termometrze było minus siedem i padał śnieg, No, więc mogę powiedzieć, ze trafili prawie idealnie. Ale w tym przypadku to „prawie” robi taką różnicę, jak odległość z Poznania na Madagaskar. A może Artykę,  co bardziej

Czytaj Dalej ->

Szalejąca pogoda

No i znowu nam zima wyczynia hołupca. Rano, kiedy wstałem zerkam nieśmiało przez okienko, a tu śnieg. Może nie była go olbrzymia ilość, ale wystarczająco by utrudnić życie. No, więc pierwsze nim do pracy, szypa i tańce pod domem uskuteczniane. Na szczęście nie mam zbyt dużego kawałka do odgarnięcia, ale trzeba to zrobić. Z racji trochę dziwnego charakteru robię to dwuetapowo. Najpierw szypowe odgarnianie śniegu głównego , a potem dopieszczanie miotłą. Co prawda w naturze i zdrowych relacjach wpierw powinno się pieścić

Czytaj Dalej ->

Kolejny lodowo-biegowy dzień

Dzisiaj rano wychodząc z domu zauważyłem, że wyraźnie drgnęło na plus z pogodą. Wczoraj jeszcze śnieg skrzypiał pod stopami, a na jego powierzchni lśniły kryształki lodu, niczym rozsypane na przestworzach nieboskłonu gwiazdy. Z kolei dzisiaj śnieg był już dużo bardziej zmatowiały, a do tego nie wydawał już tak charakterystycznych mroźnych odgłosów.  Czyli czuć już powoli, acz nieubłagalnie nadciągającą odwilż. Jakoś nie wiedzieć  dlaczego nie odczuwam z tego powodu zbytniego zmartwienia. Tak między Bogiem,

Czytaj Dalej ->

Nowy tydzień pracy czas zacząć

Zaczynamy nowy biegowo-pracujący tydzień.  Mój układ dnia klasycznie się nie zmienia. Czyli rano do pracy, po pracy psica, bieg, coś zjeść, skrobnąć parę słów, zamieścić na blogu i mogę powiedzieć, że dzień dobrze przeżyty. Wszystko w tym samym uporządkowanym rytmie. Wczoraj jak słuchałem prognozy pogody w jednej z popularniejszych stacji, to z niemałą radością oglądałem rozanielonego prezentera od spraw wiadomych, który oficjalnie zapowiadał, że zima powoli zbliża się do końca. Że z każdym dniem będzie

Czytaj Dalej ->

Niedzielne mroźne truchtanie

Muszę bez bicia się przyznać, ze jestem trochę zły sam na siebie za wczoraj. Mogłem spokojnie założyć, że coś na Cytadeli się odbędzie i ruszyć swoje sędziwe ‘cztery litery” i jednak pojechać. Nawet w końcu jeżeli nic by nie było, to i tak mogłem się przebiec po tak lubianej trasie. Tak jak Tgreg napisał byli tacy, których temperatura oraz nieformalny charakter biegu nie zraził. Pełen szacun i uznanie i tak trochę jednak żal, że sam w tej grupie się nie znalazłem.  A jak nie na Cytadelę, ( bo jednak o tej 9

Czytaj Dalej ->

Substytut Parkrun-owego biegania

Rano, jak zwykle nie mogłem dospać. To już chyba w mojej naturze tkwi, że lubię wcześnie wstawać. Kiedyś czytałem, że ludzie zaliczają się do dwóch głównych grup, jeżeli idzie o spanie i wstawanie: sowy, czyli tych, którzy główna aktywność zaczyna się popołudniu i może trwać do późnej nocy z opcją przedłużenia nawet do światu oraz skowronki, którzy uwielbiają wstawać bardzo wcześnie, ale chodzą spać wtedy, kiedy sowy dopiero się rozkręcają. Ja zdecydowanie zaliczam się do tej drugiej grupy. Ma ona pewne

Czytaj Dalej ->

Może i bez tytułu

Dzisiaj to mróz nas przydusił. Tak jak widziałem okolice tych minus€“ 10 przez cały czas. W sumie pierwszy raz nie żałuję, że dzisiaj mam dzień przerwy w bieganiu. Co prawda nogi dalej drepczą pod stołem, ale to chyba bardziej z przyzwyczajenia i obowiązku niż upierania się, co do dzisiejszego biegu. Oczywiście, gdyby był bieg w moim terminarzu, to już bym gdzieś tam leciał, ale z racji, że nie wiec tylko sobie skrobię ( przy okazji drepcząc). Palcami po klawiaturze rzecz jasna. Ciekawe jak jutro będzie i czy rano uda

Czytaj Dalej ->