Operację Interrun czas zacząć

Jak zawsze zaczynam od odpowiedzi na wczorajszy komentarz. No cóż Sławku, dylematy biegaczy, to coś co zawsze im towarzyszyć będzie. Czy i kiedy w końcu wejść na wyższy poziom biegowy? Czy już, czy może jeszcze poczekać? Oczywiście z półmaratonem miałem je także, ale u mnie był on zaplanowany już prawie rok wcześniej, więc może dlatego ostatni okres, to było raczej luźniejsze oczekiwanie. Pożary zapłonęły dopiero w dniu startu. Tak samo jest teraz z królewskim dystansem. Mimo, że jeszcze ponad rok do ewentualnego

Czytaj Dalej ->

Sny o Królewskim Dystansie

Muszę się cichutko przyznać, że od pierwszego startu w półmaratonie, moje myśli coraz częściej krążą dookoła „królewskiego dystansu”. Nie bez powodu się uważa, że start i dobiegnięcie do mety w maratonie jest ukoronowaniem wszystkich treningowych wyrzeczeń biegacza. I nie mówimy tutaj o wyniku, o miejscu, bo w końcu jesteśmy amatorami. Jedni tylko bardziej, a inni może trochę mniej „amatorskimi”. Dla nas nadrzędnym celem jest sam fakt startu i dobiegnięcia o własnych siłach do mety. Natomiast czas czy miejsce

Czytaj Dalej ->

Jak codzień, biegowe przemyślenia biegającego amatora

Kiedy opublikowałem wczorajszy tekst nasunęły mi się po ( jak zwykle po fakcie) pewne mało optymistyczne refleksje. No cóż, opublikowane sprawa zamknięta, albo dopiero otwarta. Byle by się nie „rypła”. Kiedy w sobotę przyjdę na Parkrun z podbitym okiem, to znaczy, że tekst czytała moja żona. Jeżeli oba narządy służące do patrzenia, będą otoczone fioletową obwódką, to znaczy…. ok już bardziej się nie wkopuję.

Natomiast przechodząc do dzisiejszych spraw biegowych( a nawet wczorajszych, bo z racji rozważań o lekkim

Czytaj Dalej ->

Motywacje biegacza amatora

Dzisiaj chciałbym zatrzymać się na komentarzach, do wrzuconych komentarzy, z zwłaszcza jednego, dzięki któremu będę ukazać pełnię mojej biegowej motywacji. Jednak na początku zacznę od Tgrega. Tak wiem, że ostrzegaliście mnie przed pasta party przed półmaratonem i sam jestem sobie winny, że zdecydowałem się pójść. Ale wyszedłem z jednego prostego założenia. Aby w pełni móc ocenić poznański Półmaraton, muszę zasmakować wszystkich jego elementów. I tych, biegowych i tych organizacyjnych i w końcu tych kulinarnych

Czytaj Dalej ->

Trochę statystyki z wczorajszego Parkrun

Wczoraj sobota obdarzyła nas wyjątkowo piękną pogodą. Można było przewidzieć, że spowoduje to napływ wielu biegaczy na kolejny bieg Parkrun. I tak się właśnie stało. W sobotę tym razem wystartowało aż 130 osób, co spowodowało w tym roku kalendarzowym, był to bieg, który zalicza się do grupy tych bardziej licznych. Może do tych rekordowych sporo mu brakowało, ale i tak była to liczebność nad którą wypada z szacunkiem się pochylić. W całej grupie, tym razem było 35 pań, czyli klasyczny układ trzech panów na jedną

Czytaj Dalej ->

Kolejna sobota z Parkrun spędzona

Rano, otwierając oczy stwierdziłem, że  sobotni poranek przywitał mnie piękną wiosenną pogodą. Z gatunku tych wymarzonych. Jasne niebo, przykryte delikatnym welonem chmur, odradzającym nas od ryzyka dostania się pod palące promienie słoneczne. Przez chwilę stałem przy oknie delektując wzrok tym pięknym widokiem.  Kiedy po wykonaniu wszystkich porannych, niezbędnych działań, wyszedłem na dwór poczułem jakże przyjemny, ożywczy chłód. Pełną piersią chwytałem w płuca, lekko zanieczyszczone miejskim smogiem powietrze.

Czytaj Dalej ->

Bezbiegowe rozważania biegacza amatora

Dzięki Petitek za komentarz. Cóż każdy ma inne odczucia. I zupełne, a nawet całkowite do nich prawo. Cieszę się, że dla Ciebie odbiór poznańskiej „ połówki”, był tak pozytywny. Może, gdybym nie poszedł na pasta party, także bym tak myślał. Ale niestety to party taki strasznie długi cień położyło. Wiem, że to głupie, bo gdzie party, a gdzie sam bieg, ale cóż ja tak mam, że odbieram całość, jako całość i sumuję wszystkie nawet najdrobniejsze elementy. Nie ważne, czy jest to składowa wielkości słonia,

Czytaj Dalej ->