Początek nowego tygodnia

Na początku dzisiejszej skrobaninki pragnę bardzo podziękować za kolejne komentarze i słowa wsparcia po wczorajszym boju biegowym.  Masz rację Freelove z toaletą jest niemały problem. W czasie moich ponad już sześćdziesięciu gonitw tylko raz toaleta była otwarta. Dla nas panów, to może jeszcze problem możliwy do ominięcia, bo jak ktoś się uprze to może pójść za drzewko, ale sytuacja pań jest dużo bardziej skomplikowana. Inną kwestią jest fakt, że panie dużo lepiej od panów potrafią zaplanować swoje wizyty toaletowe

Czytaj Dalej ->

Sobotnie Parkrunowe słabości

Przez pół nocy poważnie się zastanawiałem, czy dam radę dzisiaj dotrzeć na Cytadelę. Jeżeli dodam, że te przemyślania wynikały z powtarzających się sensacji żołądkowych, to chyba każdy zrozumie moje dylematy i rozterki emocjonalno-duchowe. Nie będę głębiej wchodził w ten temat, o jakie sensacje chodził, żeby nie odstraszyć, ale były i w odróżnieniu ode mnie miały się dobrze.  I tak sobie leżałem , przeklinałem swoje samopoczucie rozważając opcje wycofania się z dzisiejszego biegu. Jednak dzisiaj miałem dwa

Czytaj Dalej ->

Piątkowe bezbiegowe przemyślenia

Kolejny piątek, co oznacza dzień bezbiegowy. Czyli pora na abstrakcyjne przemyślenia biegacza amatora. Klasycznie o wszystkim i o niczym. Jednak jest jeszcze kwestią do rozważenia, czy bardziej o wszystkim, czy raczej o niczym. Bo wszystko potrafi być niczym, a nic wszystkim. Wszystko to kwestia własnego, indywidualnego podejścia do powyższej, albo i poniższej kwestii.

Zacznijmy może od tematu, którym żyjemy od jakiegoś czasu, czyli Igrzysk Olimpijskich. Piękna impreza, super sprawa, a nasze wyniki jeszcze lepsze. Tak sobie myślę,

Czytaj Dalej ->

Czwartkowa masakra wyplutą piłą mechaniczną

Ostatnio czwartki, w których biegam najdłuższe dystanse, wprowadzają do mojego życia pewien stan utrudnienia. W zeszłym tygodniu byłem maksymalnie naładowany emocjami, a w tym wręcz przeciwnie. Ale zacznijmy od początku.

Kiedy wczoraj brałem psicę na spacer, nagle uderzył mnie widok olbrzymiej wręcz tarczy księżyca, rozsyłające rdzawe promienie na wszystkie strony. Aż się zatrzymałem chłonąc widok olbrzymiej kuli przytłaczającej swoim ogromem cały wieczorny pejzaż. To było niesamowite odczucie. Kiedy wróciłem do domu,

Czytaj Dalej ->

Wyluzowany dzień, i jeszcze luźniejszy bieg

Dzisiaj to był zupełnie inny, niż wczoraj dzień. Cały stres, całe napięcie spłynęło ze mnie podczas wczorajszego interwału. Nie, spłynęło to złe słowo, mogę wręcz stwierdzić,  że dzięki tej gonitwie wyparowało ze mnie, niczym lód na Alasce na skutek uderzenia ładunku termonuklearnego. W efekcie czego, jadąc dzisiaj do pracy czułem się luźny, czy wyluzowany, niczym majtki w rozmiarze XXL, na pupci niemowlaka. Wszystko mnie cieszyło, bawiło. Ba, nawet  uśmiechałem się do obcych mi zupełnie ludzi, niczym zdrowy

Czytaj Dalej ->

Antystresowy bieg – to jest to

Dzisiaj to był dzień. Od rana w pracy jazda na maksa. Dogrywanie dosyć poważnych tematów, rozmowy z klientami, ustawianie wszystkiego  zgodnie z pewnym przygotowanym harmonogramem,  a na zakończenie zostałem wystawiony do konfrontacji z wyjątkowo trudnym i namolnym, a do tego niezadowolonym  ( tak na marginesie słusznie) kontrahentem. Czyli można to posumować jednym, a w zasadzie dwoma słowami : sama rozkosz. Do tego kiedy wracałem z rozmów, jakiś wyjątkowo zdolny kierowca w artystyczny sposób zajechał mi drogę. Jakim cudem

Czytaj Dalej ->

Kolejny poniedziałek

Kolejny poniedziałek, kolejny tydzień. Jadąc otoczony porannymi ciemnościami do pracy, od razu się przypomina genialny film „ Nie lubię poniedziałku” i ten kapitalny spacer po torach…  No i jadąc wypatruję, czy aby nie trafi się naśladowca. Niestety nic takiego nie miało miejsca. Ale nic, wczoraj mieliśmy wielki sportowy dzień. Oczywiście bardzo mnie cieszy złoty medal, ale już się boje, co się będzie działo przed konkursem na dużej skoczni. O drużynowym nie wspomniawszy. Tak, jak wspominałem jestem kibicem, bardzo

Czytaj Dalej ->