Przymiarki przed niedzielnym wyjazdem

Na  początku jak zwykle nawiązuję do wczorajszych komentarzy. Tgreg, co do grup biegowych  ustawionych pod względem stażowym, to faktycznie muszę ten  temat rozwinąć, gdyż może się wydawać trochę mało przejrzysty. Szczególnie w przypadku osób, które mają za sobą pewną ilość startów zakończonych cyferką zero. I tu walczyłem z pytaniem, w jaki sposób i gdzie zaliczyć osoby, które zaliczyły taki bieg. Mamy opcję do grupy poprzedniej, albo i  następnej. Troszeczkę podumałem, pokontemplowałem,( aby nie napisać,

Czytaj Dalej ->

Troszkę spóźniona z wiadomych powodów statystyczna analiza sobotniego parkrun

Na początku zaczynam, jak zawsze staram się zacząć,  kiedy tylko  jest taka możliwość. Dzięki Sławku za wyniki z Puszczykowa. Jak widziałem awansowałem o jedno miejsce, gdyż zdyskwalifikowano jedną panią. I to zapewne jedną z tych, która jako moje natchnienie biegająco-motywacyjne robiła. Co do koszulki, to tak jak Robert napisał, przyszły takie same, jaką już mam, czyli bez numeru 50. Dlatego nie było sensu dublować koszulek. Aż tak pazerny na nie, to nie jestem. Robercie wynik w Wolsztynie, to bardziej niż rewelacja.

Czytaj Dalej ->

Relacja z Wyścigu po Uśmiech

Robercie dzięki za informację o wrzuconych za wczorajszy parkrun wynikach, ale będę je analizował i opisywał jutro. Dzisiaj mam w duszy trochę inny pożar.

Rano, jak zawsze przed biegiem zrywam się koło szóstej, czując w duszy narastającą z każdą chwilą większą pożogę. To jest tak jak płomień z zapałki nierozważnie na wysuszoną leśną ściółkę rzucony, który powoli zaczyna zajmować coraz większe odstępy leśne, by na końcu zamienić się w szalejący ocean ognia. Ale na to przyjdzie czas koło 14, kiedy stanę

Czytaj Dalej ->

Po kolejnym Parkrun

Dzięku Sławek, Tgreg i Robert za wspieranie w podjętej i namawianie do zmiany decyzji dotyczącej królewskiego dystansu. Jak na razie tkwie w tej podjętej i mimo wszystko nie sądzę, bym ją w tym roku zmienił. Mam plan i zgodnie z moimi wizjami będę go realizował. Na królewski dystans przyjdzie czas… kiedyś…zapewne w przyszłym roku. Miło mi, że podejmujecie ze mną debatę na wiadomy temat. Przyznam szczerze, że ciągnie mnie, ale ten rok jeszcze nie.

Rano, jak zwykle godzina szósta i mój wewnętrzny budzik podrywa

Czytaj Dalej ->

Bezbiegowe wizje piszące

Miało być dzisiaj później, wyszło wcześniej, ale tak to czasem bywa. Jak to życie i piszące wizje nieprzewidywalne się stają

Na początku jak zwykle zaczynam, jak wypada zacząć, kiedy  ktoś zechce się pochylić nad moim skrobaniem i komentarz wrzucić. Albo tak mi się wydaje, że tak wypada. Sławku, wielkie dzięki że Twoja Pani zechce nas pstrykać i dołożyć swoje zdjęcia do mojego bazgrolenia. Zaszczyt to dla mnie przeogromny. Kłaniam się nisko w podzięce aż do ziemi, bijąc głową w jej podłoże.

Już powoli wszyscy

Czytaj Dalej ->

Cotygodniowe najdłuższe tuptanie

Na początku jak zwykle, wiec nie będę rozwijał myśli, tylko od razu przejdę do konkretów. Robercie, z tego co rozmawiałem z biegaczami od mnie z pracy, którzy już w Grodzisku tuptali, to jak najbardziej są prowadzący, czyli jak kto woli pacemakerzy, którzy prowadzą na dany czas. Więc spokojnie będziesz się mógł pod kogoś takiego podczepić. Ja raczej oddam się całkowicie swobodzie biegowej, no chyba że zobaczę miłą panią biegnącą przede mną, to dopiero będę miał pacemarkera. Jakby nie patrząc, to każdy ma swoich.

Czytaj Dalej ->

Wodne bieganie biegacza amatora

Na początku jak zawsze wiadomo od czego zaczynam,  bez zbytniego wnikania w szczegóły. No to Robercie pojechałeś w ten  weekend. Łódź, Dąbrówka, powiem Tobie szczerze jesteś gość. My w większości przy Tobie to ciche i drobne Pikusie, gdzieś tak z boczku drepczące. Ale każdy ma swoje wizje biegania i niech go napędzają. Rozmawiałem sporo z ludźmi z pracy, którzy już biegali w Grodzisku i z informacji, które uzyskałem to o życiówce nie ma nawet co marzyć. Chyba, że wyjątkowo w dobrą pogodę utrafimy. Normalnie

Czytaj Dalej ->