Kolejny najdłuższy tygodniowy bieg

Nie chciałbym nudzić codziennym, praktycznie stałym wstępem, więc może napiszę, że dzień   zbytnich zmian, aż wreszcie przyszło wyczekane popołudnie, przebranie i heja ruszenie na najdłuższy bieg. Od samego początku czułem w sobie pewną moc, która wymusiła trochę ostrzejszy start niż zwykle. Podświadomie leciutko z pewną dozą nieśmiałości podkręcałem tempo. Nie był to może bieg na maksymalne wyplucie sił życiowych, raczej może godne i stateczne, ale z pewnym podtekstem deptanie asfaltu i chodnika i co tam jeszcze

Czytaj Dalej ->

Znowu biegowo polityczne refleksje

Dzisiaj pogoda ukazała nam swoją kobiecą naturę. W końcu jakby nie patrzeć jest kobietą i to przez duże K. Na przemian obdarowywała nas w jednej chwili słonecznym uśmiechem, lub w drugiej  nagłym zachmurzeniem oblicza. Na szczęście  były to zmiany nastrojów nie prowadzące do jakiś kataklizmów. Widać, że  męski pierwiastek wpływający na kobiecą naturę, nie zadziałał aż tak bardzo destrukcyjnie. W życiu to różnie z tym bywa. A i w pogodzie czasem też.

W pracy dzisiaj także względnie spokojnie, bez zbytnich wzlotów

Czytaj Dalej ->

Kolejne interwałowe przemyślenia

Rano budząc się z pewnymi niepokojem uskuteczniam autoszczypanie i spoglądam przez okno. Czuję uszczypnięcie, natomiast za oknem widzę naturalny poranny mrok. Czyli ciągle jeszcze żyjemy. W nocy nie przyszła ogólnoświatowa zagłada. Wiem, że to może być uznane za paranoję, ale każdy zdrowo myślący człowiek widzi, że nasz ludzki świat stanął znowu na krawędzi i musi zmagać się z najpoważniejszym zagrożeniem od czasu kryzysu kubańskiego z okresu „zimnej wojny”. Wiem, że tak naprawdę to, że się martwię i rozpatruję

Czytaj Dalej ->

Biegowo polityczne przemyślenia

Poniedziałkowe popołudnie, więc pora na „ostrzejsze bieganie” wsparte interwałowymi przyspieszeniami. Jak zawsze po pracy codzienny układ, czyli wyprowadzenie psicy, przebranie i już pędzę. Ale dzisiaj w czasie nawet najostrzejszego “palenia chodnika” mało optymistyczne myśli po głowie mi krążyły. Jak zdecydowana większość naszego społeczeństwa z niemałym niepokojem spoglądam na wschodnią stronę, wsłuchując się groźne pomruki moskiewskiego niedźwiedzia. Wszystkich nas trapi pytanie: jak daleko autokrata

Czytaj Dalej ->

Statystyczna analiza wczorajszego Parkrun

Zanim jednak przejdę do meritum sprawy, na początku jak zwykle chciałbym się odnieść do wczorajszych komentarzy. Mam nadzieję, że Tgreg wybaczy, że zacznę od komentarza pani, no ale chyba to zrozumie. Tak więc dziękuję Katii za ten wspólny bieg, natomiast co do dyszenia, to nie słyszałem nic, co mogłoby moje uszy ranić. Wręcz  przeciwnie, ale wolę nie  wejść w szczegóły, bo biegam raczej wolniej, więc będę mógł nie dać rady uciec w przyszłą sobotę. Natomiast wracając do Tgrega, to w odróżnienia od Ciebie

Czytaj Dalej ->

Kolejna relacja z Parkrun-owej gonitwy

Ranek był dzisiaj wyjątkowo ciężki do wstania. Kiedy otworzyłem jedno oko, na chwilę zerknąłem przez okno, to zobaczyłem gęsty i biały niczym mleko całun mgły panujący niepodzielnie za oknem. Więc to oko, które było w celu zrobienia rekonesansu otwarte, pyta się grzecznie drugiego oka: „ sytuacja na dworze mało ciekawa, co robimy?”. Na to drugie oko odpowiada już bardzo krótko i  może trochę mniej grzecznie” zamknij się”. No, ale po krótkiej wewnętrznej walce uznałem, że jednak trzeba wstać, bo Parkrun w

Czytaj Dalej ->

Bezbiegowe piątkowe przemyślenia

Na początku chciałbym się odnieść do wczorajszego komentarza Sławka, że te 4 sekundy straciłem  na oglądaniu się za kobietami. Coś w tym może być, tylko taki komentarz  rodzi dodatkowe pytanie. Czy czas przeznaczony na oglądanie się za kobietami można uznać za stracony? No chyba nie do końca. Więc jeżeli z tego powodu nie zszedłem poniżej godziny, to jest to w pełni dla mnie zrozumiałe, akceptowalne i umożliwia całkowite pogodzenie się z utratą tych sekund..

Tydzień wielkimi krokami zbliża się do końca, czyli

Czytaj Dalej ->