Biegowi wybrańcy losu

Nie jest chyba dla nikogo tajemnicą, że nas biegających można podzielić na trzy podstawowe grupy. Pierwsza to jest wąska, zdobiona mistrzowskimi szatami elita, ruga to są Ci, którzy są prawie elitą i trzecia my klasyczni, przeciętni tuptacze, czyli szara masa biegowa.

Krótko przedstawiając można trzy grupy tak scharakteryzować. Grupa pierwsza to wiadomo mistrzowie, podczas każdego startu walczący o laury i o wyniki, które dla całej reszty są mniej lub bardziej nieosiągalnym marzeniem. Druga grupa to są Ci, w ciągłej walce za swoimi słabościami przekraczają swoje własne ograniczenia. Poprawiają swoje czasy, dzięki często trudnemu do ogarnięcia przez resztę treningi. Podchodzą do biegania bardzo poważnie, wiedząc, że co prawda raczej nie będą mistrzami, ale za każdym razem dając z siebie wszystko co mają najlepsze. No i trzecia grupa, my szara tuptająca mas, którym są obojętne wyniki, czasy i inne takie. Owszem z przyjemnością od czasu do czasu poprawimy nasze życiówki, ale dla as najważniejsza jest biegowa zabawa, frajda, a nie jakieś tam czasy, które są bo są. Bo być muszą, bo są tacy, dla których są one niezbędne.

No, ale w naszej mniej lub bardziej rozpoznawalnej biegowej masie, mamy prawdziwe tup perły, czy tup diamenty, czyli prawdziwych, biegowych wybrańców losu. Tych, których wyniki to zupełnie innej biegowej galaktyki się zaliczają. Ja wiem, że ktoś zaraz napisze, że to praca, trening, bo każdy może być mistrzem w naszym amatorskim peletonie. Odpiszę krótko: kupa prawda. Są osoby, których predyspozycje, talent biegowy, zwał jak zwał są większe niż innych. I jeżeli są jeszcze doprawione odpowiednią, większą czy mniejszą szczyptą odpowiedniego ( co ważne) treningu, to cóż… Jak napisałem wcześniej zupełnie inna galaktyka biegowa. To tak jak w życiu. Są tacy, którzy dostają więcej od losu, a są tacy, którzy dużo mniej. Nie ma tym nic złego. My możemy tylko ich podziwiać, kiedy znikają nam z oczu za pierwszym po starcie zakręcie. Ale przynajmniej przez tą chwilę możemy czuć się, że biegniemy razem

Na koniec nasuwa się jeszcze jedno pytanie. Biegowa elita: wybrańcy losu, którzy Siła Wyższa dała więcej niż nam, czy tacy sami jak my, którzy tylko więcej pracują, trenują etc? Jak myślicie?

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Sport