Chociaż zima, chociaż mróz na bieganie pupcię rusz

Od paru dni zaczął się nam ostatni miesiąc zimy, który w wielu przypadkach określamy już jako przedwiośnie, czyli formę przejściową, kiedy zima się wycofuje, a wiosna już powoli puka do naszych drzwi. Temperatura już powoli powinna się kierować w stronę dodatnich wartości, a nas samych już przepełniał entuzjazm życiowy. Niestety w tym roku zima biega bardzo pokręconymi drogami o logika jej postępowania jest całkowicie dla nas niezrozumiała. Przez pierwsze dwa miesiące, przynajmniej w rejonie Poznania, była bardzo flegmatyczna, żeby nie napisać, że leniwa i całkowicie pozbawiona mroźnej aktywności. Nie, żebym miał coś przeciw, ale generalnie w teoretycznie swoim najmroźniejszym okresie, była bardzo wyluzowana, żeby nie napisać, że rozgrzana.

I kiedy już się nasze portfele cieszyły, że zaoszczędzimy w zimie na grzaniu, postanowiła nam przyłożyć w ostatnim miesiącu. Temperatura spadła zdecydowanie poniżej zera i zrobiło się zimno. No i o ile my tuptający w takiej pogodzie czujemy dodatkową ekstra motywację, to cała reszta w dużej większości zapewne wyklina co sił w płucach. Po drugiej stronie barykady mamy nas zapaleńców biegowych, którym właśnie taka mroźna aura daje największego biegowego kopa. Kiedy dzisiaj rano, mimo wczesnej pory, mrozu i ogólnie do pupy warunków pojawiłem się na Cytadeli, to spora grupa parkrun znajomych czekało już na start. Oczywiście temat rozmowy był jeden: dlaczego jest tak cholernie zimno i jaka jest temperatura. Różne w naszym temperaturolotku były podawane wartości, ale zaczynały się od minus trzy, a kończyły na minus stu. Sprowadzało się to do jednego: jak trzeba być porąbanym, by w takich warunkach przyłazić na Cytadelę i biegać.

Zresztą dzisiaj nie tylko my byliśmy na Cytadeli. Z racji, że 23 lutego obchodziliśmy kolejną rocznicę zdobycia naszego miasta przez Armię Czerwoną i przegonie okupanta, których chciał nas eksterminować i zastąpienie tym, któremu wystarczyło, że będziemy mu podlegli. Z tego powodu na Cytadeli mieliśmy dzisiaj mroźny piknik wojskowy. Muzeum zostało otwarte i udostępnione zwiedzającym za free, a po Cytadeli poruszali się poprzebierani w różne mundury statyści. Można śmiało napisać, że był to ekstra smaczek dzisiejszego parkrun. Co do samego biegu co mogę napisać? Jak zawsze super, jak od dłuższego gdzieś , bliżej drugiej połowy biegających. Co prawda widzę jakiś progres wyników, ale z racji, że od niedawna zmieniłem mój cykl treningowy, więc progres jest jeszcze mało godny. No, ale jakiś jest. W czasie biegu mijałem uzbrojonych gości, którym krzyczałem: nam strzelać nie kazano, a w odpowiedzi słyszałem odzew: wstąpiłem na działo. Dalej już nie kontynuowaliśmy cytowania klasyka, gdyż oni poszli w jedną stronę, a ja pobiegłem w drugą. W każdym razie dzisiaj parkrun miał wyjątkową oprawę o charakterze militarnym.

Na mecie szybkie zeskanowanie, ale fotki finalnej za wielu nas nie dotrwało, bo zimno przegoniło ekipę, jednak herbatkę ciepłą wypiliśmy, ciasteczko zjedliśmy i do domu uciekliśmy. I jak to nie lubić naszych cosobotnich spotkań. A, że trzeba wstać, zimno i ogólnie do pupy, cóż życie to nie bajka. Ale dzięki tuptaniu w bajkowe tematy wejść możemy.

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Sport