Kiedy biega się nam lżej

Ostatnio od czasu do czasu wrzucam wpisy związane może nie z samym bieganiem, ale tym co jakże je wspomaga czyli odchudzaniem. Jak już parę dni temu wspominałem w okresie ostatnich 9 miesięcy schudłem prawie 21 kilogramów, czyli osiągnąłem już prawie odchudzające „oczko”.

Jak to robię wolę się zbytnio nie rozpisywać, gdyż już wcześniej trochę już trochę pisałem na ten temat i zdaję sobie z faktu, że moje metoda jest z gatunku hardcorowych. Nie jest ona lekka, łatwa i przyjemna, gdyż nie raz i nie dwa czułem ssanie w brzuchu i normalny głód, no ale ja wybiegam z założenia, że z odchudzaniem jest tak, jak z treningiem przygotowującym na maraton: jak się nie wycierpisz, nie wypocisz ( w tym przypadku nie wygłodzisz), to pupa z tego wybiegnie. No i dlatego w cierpieniu i znoju zbijam kolejne kilogramy. To zaplanowanej wagi 71 kilogramów brakuje mi niecałych 4, więc już jest przyzwoicie. Może jeszcze nie dobrze, ale właśnie przyzwoicie. Mam nadzieję, ze do maratonu te chociaż 2 kilogramy odbiegną, a wtedy już będzie nieźle z plusem. Pewno i są specjaliści, którzy bez ciepienia i znoju mogą nas odchudzeniową drogą poprowadzić, ale ja muszę czuć, że się odchudzam. To moja taka kara za przeszłość i muszę czuć to karę, w przyszłosci do występku ( objadania) nie powrócić.

Dzisiaj jednak chciałem się zatrzymać na innym, ale za to jakże pozytywnym efekcie odchudzania. Piszę tutaj o czymś takim bardziej subiektywnym niż obiektywnym, czyli moim odczuciu czy może raczej samopoczuciu. I tutaj jest niebo a ziemie. Człowiek odchudzony czuje się dużo, ale dużo lepiej. Można napisać krótko: życie staje się lżejsze i to w pełnym tego słowa znaczeniu. Fantastycznie różnicę się czuje właśnie w trakcie biegania. Tak po prostu biega się lżej, swobodniej, luźniej. To, że to się przekłada na poprawianie czasów jest tylko miłym do zaakceptowania dodatkiem. Najważniejsze jest to, że czujesz tę swobodę, luz i ogólnie jest dużo, ale dużo fajniej. Bieganie, ale także nasze całe życie nabiera zupełnie innego smaku. I ten smak ma w sobie nutę rozkosznej radości. Tak w maksymalnym skrócie można napisać: kiedy jest nam lżej, jest nam po prostu lepiej. I w takim przypadku możemy z czystym sumieniem napisać: brawo my.  Muszę przyznać, że największą mam frajde, kiedy znajomi mi mówią, że chudnę w oczach. Natomiast ja wiem ile wyrzeczeń mnie to kosztuje.

0 0 vote
Article Rating

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments