Lepiej biec niż stać czyli maratońska motywacja

Do jednego z największych w naszym regionie wydarzenia biegowego, czyli poznańskiego maratonu pozostały równe dwa tygodnie. Tak na marginesie zastanawiam się czy największym wydarzeniem biegowym w naszym regionie jest poznański półmaraton, czy właśnie maraton. Pod względem liczby startujących, to jednak półmaraton, pod względem rangi, znaczenia… trudno wyrokować. Maraton to jednak jest maraton i mimo, że w ostatnich latach bardzo spowszedniał, to jednak ciągle jest maratonem.

W tym roku mamy jeszcze jubileusz i faktycznie tłum zapisanych, gdyż zamknięta lista 7000 osób ( limit do zera wykorzystany) jak na nasze krajowe warunki robi pewne wrażenie. No i tak się cały czas zastanawiam, co motywuje taki wielki tłum osób, by spróbować swoich sił w tym jakby nie patrząc dla większości z nas bardzo trudnym i wymagającym wyzwaniu. Owszem jest grupa osób biegających, które łykają maratony jak fan spaghetti jednym prostym ciągiem, ale dla większości z zapisanych to jest jednak bardzo duże wyzwanie, a i są wcale nierzadkie przypadki, kiedy na granicy, albo i nawet poza granicami możliwości. A jednak mimo zagrożeń, ryzyka podejmujemy je i decydujemy się wystartować. Powodów czy przyczyn, albo i jednego i drugiego jest bardzo wiele i każda z osób, która w tłumie pobiegnie jakieś swoje prywatne będzie miała. Tak myślę, że taką najprostszą motywacją ( która min także mi przyświeca) jest niechęć do bycia uziemionym w domu, lub stania w korkach podczas gdy inni będą się fajnie bawili. Jest jeszcze opcja stać i kibicować, ale też mimo wszystko wolę być tym co biegnie niż tym co stoi. I myślę, że jest to bardzo fajna, startowa motywacja.

I tak jeszcze w temacie treningowym, to dzisiaj machnąłem sobie ostanie przed maratonem ponad 20 kilometrowe bieganko. I myślę, że tą najważniejszą część przygotowań mam już za sobą. Teraz dwa tygodnie szlifowania, dopieszczania i innych rozkoszy tuptających. Oczywiście w tygodniu stałą odległość w okolicach tych 12-13 km dziennie, natomiast w przyszłą niedzielę myślę że na poziomie 15-17 km, więcej nie. Tyle, że mamy w przyszły weekend nasza imprezę firmową, więc niedzielne bieganie z ciężką głową może być inspirujące. Tylko pytanie, kiedy robić ten niedzielny trening, czy rano, kiedy wszyscy będą jeszcze spali, a opary alkoholowe unosiły się w powietrzu, czy może jak ochłoniemy i wrócimy do domu. Mam nadzieję, że sobotni parkrun i powrót biegowy do domu, nie będzie zagrożony. Ale to będę wiedział, jak poznam rozpiskę wyjazdową.

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Sport