Mój wirtualny Słowak

Dzisiaj rano, zgodnie z planem przed tuż godziną ubrany w mój biegowy strój bojowy wyszedłem przed dom, by wystartować w wirtualnym Słowaku. Starałem się trzymać grodziskiego harmonogramu, dlatego aby wystartować czekałem do punkt 9. I kiedy ta godzina objawiła się na moim zegarku włączyłem czaso i dystansomierz, a następnie ruszyłem przed siebie. W uszach miałem cudną muzę czyli hymn grodziskiej połówki: http://www.polmaratongrodzisk.pl/Image/Image/Maraton%20hymn.mp3?fbclid=IwAR1jFI_uXBXOH6S2AbaXhss2ChIeqPSc3-UYadl9ETcNcz0kpUolqJBf5So

Trasę sobie wybrałem dosyć bezpieczną, tj praktycznie moje stałe treningowe pętle dookoła domu. Z racji, że jedna pętla ma 7 kilometrów, założyłem, że machnę ich 3. W razie czego miałem pewne zabezpieczenie, że kiedy nie dam jednak rady będę mógł przerwać i spokojnie wycofać się w domowe pielesze. Tempo przyznam szczerze, też założyłem na dużym luzie i spokoju gdyż koło 6 minut z malutkim haczykiem na kilometr. Jednak to w tym roku moje pierwsze spotkanie z tym dystansem, więc nie chciałem zbytnio cisnąć, tylko nastawiłem się na rekreację. Biegnąć starałem się wywołać w duszy grodziski klimat, ale to jednak nie było to. W Grodzisku atmosferę tworzą mieszkańcy wspierający nas na każdym praktycznie metrze trasy, a u mnie po sąsiedzku co najwyżej jakiś pies za płotem głośno mi kibicował. Tyle czy to było takie prawdziwe kibicowanie mogłem mieć wątpliwości i raczej wyszczerzonym zębom piątki bym nie przybił.

Po pierwszej pętli miałem pewne zawahanie, czy może jednak nie odpuścić, bo co mi po tym. No, ale jak już biegnę, to biegnę i jak jest cel, to trzeba go osiągnąć. Pogoda też nie była najgorsza, bo co prawda było ciepło, ale do tych prawdziwych grodziskich tropików, które z tamtejszych startów pamiętam, to klasyczny pikuś. Dlatego też biegło się bez zbytnich utrudnień. Niestety tych wspomagań, które z Grodziska pamiętam także nie było, ale z racji że mam bardzo bujną wyobraźnię to mogłem je widzieć w  duszy. No i co najważniejsze, zgodnie z planem 21 km z malutkim haczykiem pokonane. Na temat czasu może przemilczę, ale cel kilometrowy pokonany i to się liczy. Mój pierwszy półmaraton w tym roku na rozkładzie. I mimo że osobno, to jednak pobiegliśmy go razem. Sam jestem ciekawy ilu z nas dzisiaj wirtualnego Słowaka pobiegło. Tak na koniec taka jeszcze mała refleksja: jak nie można biegać tego co się lubi, to się biega to co można…

0 0 vote
Article Rating

Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Sławek
Sławek
14 czerwca 2020 12:38

Gratuluję Paweł ! Brawo !