Poszedł jak dzik w żołędzie

Na początku tylko krótka informacja techniczna, że odpowiedzi na bezpośrednie komentarze wrzucam bezpośrednio pod danym komentarzem, co by wpisy dotyczyły świeżych tematów. W końcu od czasu do czasu coś należy zmieniać.

Na chwilę chciałem jeszcze raz wrócić do wczorajszego parkrun. Kiedy przed startem jak zwykle zanurzeni byliśmy w nasze przedstartowe pogaduchy, rozmawiałem min z Robertem krócej znanym ( na zdjęciu wpis ten prowadzący). No i Robert użył takiego sformułowania, że pójdzie jak dzik w żołędzie. Muszę przyznać, ze na początku nie do końca łapałem głębie i znaczenie tego sformułowania w ustach właśnie Roberta. Ale, kiedy zobaczyłem właśnie to zdjęcie, które wpis ten prowadzi, to mogę śmiało napisać, że spadła mi kurtyna z oczu. Tak właśnie wygląda dzik, który czuje ściółkę leśną ozdobioną świeżo spadłymi żołędziami. Jak widać reszta watahy nawet nie może się do niego zbliżyć.

Natomiast najciekawsze jest to, że Robert do mety dobiega na spokojnie wraz ze swoją małżonką bardziej pod koniec stawki. Jak to możliwe? Mam tutaj dwie teorie. Pierwsza Robert jako klasyczny dzik alfa. Czyli startuje, pierwszy dobiega do żołędzi, część zjada, resztę chowa dla swojej rodziny. Następnie jak przyczajony tygrys, ukryty smok czeka aż główna część grupy pościgowej przebiegnie. Kiedy widzi swoją szanowną małżonkę dołącza do niej i spokojnie razem biegną do mety, wiedząc, że lwia część żołędzi bezpiecznie ukryta czeka na nich. Druga teoria to Robert, jako kosmiczny dzik na atomowych żołędziach doprawionych azydkiem azydoazydku. Jakby ktoś pytał co to, jest to „ najbardziej niestabilny związek chemiczny na świecie. Jego twórcy podają, że do wybuchu może dojść nawet w czasie przechowywania go w odpornym na wstrząsy pojemniku, umieszczonym w klimatyzowanym pomieszczeniu bez dostępu światła” Jak się zasuwa po tak wzbogaconych kasztanach, to widać na prowadzącym ten wpis zdjęciu. A co to oznacza do drugiej teorii wczorajszego biegu? Otóż Robert startuje, dobiega do mety jako pierwszy tak szybko, że skanujący czas nie zdążą go uchwycić, a następnie wraca do Lidii i już spokojnie i na luzie i już całkiem oficjalnie z nią do mety dobiega.

Która z tych teorii naszemu biegowemu dzikowi jest bliższa? Myślę, że my możemy tylko strzelać, a prawda pozostanie ukryta w Roberta strategii biegania…

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Sport