Przedstartowe nabijanie kilometrów

Powiedzmy sobie szczerze: my wszyscy opanowani, czy może zawładnięci biegową pasją mamy nasz własny indywidualny, standardowy cykl treningowy. Jedni biegają codziennie, inni parę razy w tygodniu, jedni dłuższe, drudzy krótsze odcinki w takim czy innym klasycznym tempie. Każda osoba ma swój własny pod siebie dopasowany cykle treningowy. I stara się go mniej więcej regularnie realizować. Oczywiście od czasu do czasu zdarzają się jakieś wyjątki, wyłamania, zmiany ale generalnie staramy się nas własny plan realizować.

Jednak od czasu do czasu wyłamujemy się w tego klasycznego cyklu. Zwykle jest to związane z zaplanowanym takim czy innym startem na dłuższym niż klasyczne nasze własne dystanse. Do takich startów musimy się bardziej przyłożyć, bo zawsze nowy, potężniejszy niż zwykle ogień w duszy nam się rozpala i musimy dorzucać mu więcej biegowej podpałki.

Równo za trzy tygodnie wystartuje w tłumie około 10 tysięcy osób i zmierzymy się trasą naszego poznańskiego półmaratonu. A to już wymaga trochę ponad standardowego cyklu przygotowawczego. Co prawda wczoraj na parkrun jedna znajoma mi powiedziała, że w zasadzie takie połówki to połykać jak żaba muchy, ale w moim wieku i przy moim bardzo płytkim talencie ( jeżeli w ogóle o takim można mówić) biegowym, to start na takim dystansie wymaga już trochę bardziej złożonego treningu. Chociaż w zasadzie można go prosto określić: trzeba kilometry robić. Jak to kibole na Kolejorzu by zaśpiewali: ku..a mać na trening gnać. I to nawet nie tyle gnać, co zdrowo zapie…lać. W końcu półmaraton sam się nie przebiegnie i trzeba dać sobie szansę, by tą trasę pokonać. Tak, żeby mimo wszystko poruty nie było. Co prawda jestem tylko cichym, skromnym i przepełnionym pokornym sercem biegaczem amatorem, ale jakieś minimum biegowej przyzwoitości należałoby zachować. W końcu trochę tych połówek w życiu już się obaliło i to nawet często bez zagrychy, dlatego trochę głupio byłoby zalec w rodzinnym mieście. Z drugiej strony do domu nie daleko, więc zawsze jakoś by się można było potem zabunkrować w jakimś domowym ukryciu.

Na razie jednak nie ma co dywagować co się zdarzyć może tylko treningową orkę uskuteczniać.

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Sport