Wzbogacenie codziennego treningu

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Natalia niestety nie ma tak dobrze, że kiedy biegasz to możesz jeść co chcesz. Zawsze niestety trzeba zachować umiar.

Ostatnio w necie wpadła mi przed oczy informacja od jednego naprawdę dobrego biegacza o interesującej myślę formie wzbogacenia codziennego treningu. Otóż ten pan oprócz codziennej treningowej dawki biegowej, zawsze rano dzień zaczyna od lekkiej 20-30 minutowej przebieżki. Nie był to ściśle jego pomysł, gdyż okazało się propagatorem a w zasadzie propagatorką takiej formy treningu jest nie kto inny, jak Justyna Kowalczyk, której chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Tyle, że przebieżka u naszej Mistrzyni jest na poziomie naszego całego treningu. No, ale wiadomo, że my do Pani Justyny nawet nie myślimy by się porównywać, dlatego może pomyśleć o chociaż delikatnym wyrwaniu kawałeczka z jej treningowego tortu. A to, że Pani Justyna nie tylko na nartach śmiga pokazuje wyraźnie zdjęcie ten wpis prowadzące gdzie została uchwycona podczas swojego startu podczas Orlen Maratonu

Dlatego też od tygodnia zrywam się około 40 minut wcześniej rano i robię sobie takie luźne 20-30 minut przebieżki na takim trochę ponad człapiącym tempie. Potem kąpiel, do pracy i po powrocie już normalny trening. Muszę przyznać, że dzięki temu podczas codziennego potem treningu czuję jakąś fajną lekkość kolejnych kroków. Czy mi się to przełoży na to co osiągnę w czasie półmaratonu nie mam pojęcia, gdyż czas odkąd zacząłem to stosować jest diablo krótki i na obecnym moim stanie „przygotowawczym” może być już za późno na cokolwiek. Ale jak to się mówi, tonący brzytwy się chwyta i zanurzony w głębi odbytu szukam chociaż promyka słonecznego, który da odrobinę nadzieję, że a nuż, a widelec, a łyżka się uda. A może faktycznie pozostanie tylko nóż ewentualnie brzytwa do pocięcia.

Tak z innej strony patrząc, taka poranna przebieżka daje nam jeszcze jeden fajny efekt. Mianowicie dostajemy dawkę endorfin i dobry humor na cały dzień. I tu wcale nie biega a jakiś mocny, wyczerpujący trening. Tak, jak wspomniałem, lekka, miła i przyjemna przebieżka. I od razu człowiek lepiej się czuje. A jeżeli to jeszcze w jakikolwiek, byle pozytywny sposób odbije się na sobotnim starcie, to będę wniobowstąpiony. Tyle, że czasu naprawdę mało. Muszę przyznać, że jeszcze nigdy aż tak na wariata do startu nie podchodziłem. Jak dotuptam do mety to będzie cud. 

0 0 vote
Article Rating

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments