Jak to na początku bywa, kiedy jest ku temu sposobność, zaczynam od nawiązania do wczorajszych komentarzy. Aslana, super, że udało się Tobie wczoraj w śnieżnej scenerii biec. Mnie to wczoraj ominęło, ale jak się mówi, co się odwlecze… Dzisiaj, kiedy wróciłem do domu i w biegowym tańcu się zanurzyłem, to poiłem moje oczy leżącymi po bokach śnieżnymi kobiercami. Były już tu i tam trochę zszarzałe, bardziej ku wodnistej mazi, niż puchowej kołderce idące, ale co uspokajały wzrok i duszę, to moje. A w zasadzie ich. Muszę przyznać, że bardzo mnie to intrygowało. Gdyż biel jest raczej zimnym kolorem, bardziej niepokój niż ukojenie wyzwalającym, a w mojej duszy delikatne przepełnione spokojem nutki rozbrzmiewały. Muszę przyznać, że to było ciekawe uczucie. Zgadzam się Aslana z Tobą, że zmiany na blog wprowadzać spokojnie, rozważnie i nie na hurra. Jak to znane powiedzenie głosi: „ co nagle, to po diable”. I na tym może poprzestanę.

Natomiast dzisiaj chciałbym się zając troszkę kontrowersyjnym tematem, czyli jak postawiłem to w temacie, zależnością między bieganiem a seksem. Wiem, że zaraz duża grupa osób może się oburzyć, jak ja śmiem takie tematy poruszać, przecież to nie wypada, bo jak tak można. Odpowiem grzecznie pytaniem na pytanie: dlaczego nie wypada? W moim, ale zapewne nie tylko moim odczuciu seks jest jedną z ważniejszych potrzeb ludzkich. Jak słusznie, jedna z komentujących pań na jednym z portali ( może nie portalu, ale grupie gdzie trwają nasze debaty biegające) zauważyła, został on oficjalnie umieszczony u samej podstawy w hierarchii potrzeb ludzkich przez guru tego tematu, czyli Maslowa. Zaliczany jest przez to do potrzeb niższego rzędu czyli fizjologicznych i biologicznych. Jak to Piotr słusznie zauważył u Maslowa potrzeba niższego rzędu oznacza w tym przypadku taką, która jest niezbędna do naszego egzystowania na tym padole łez.Jednak powiedzmy obie szczerze dla każdego, kto z jakiś sobie znanych przyczyn nie izoluje się od zanurzania się w odmętach rozkoszy, jest stanowi on połączenie sfery fizjologicznej i biologicznej, z psychiczną ku potrzebom wyższego rzędu w hierarchii dążąca. Co prawda co ma seks wspólnego z uznaniem, prestiżem i samorealizacją, to na tak postawione pytanie, niech każdy sam sobie odpowie. Jego znaczenie i ranga w życiu każdego z nas o naturalnych potrzebach fizycznych i emocjonalnych jest niezaprzeczalna. Dlatego śmiem od czasu do czasu poruszać tematykę seksu. W końcu mam już 44 lata ( tak, tak właśnie “stuknęło” na kalendarzu życia), nie jestem wiecznie zawstydzonym chłopcem, śliniącym się na sama myśl o przeżywaniu seksualnych uniesień. Postaram się podejść do tematu bez głębi wrażeń opisowych, czysto, że tak skrobnę “naukowo”, Temat jest dosyć głęboki i wywołuje u wielu osób chęć włączenia się w dyskusję, co oczywiście z radością wykorzystuję.

Jak nie raz już pisałem, najgłębsze odczucia w omawianej materii, mam zawsze po bieganiu. Kiedy się wykąpie, to w czasie późniejszego stosunku spektrum wrażeń, jest niespotykane z niczym, co wcześniej przeżywałem. Tak się zastanawiałem, czy to jest normalne zjawisko, czy tylko u mnie, jako u powiedzmy „dziwaka”, coś takiego ma miejsce. Najpierw postanowiłem się troszeczkę wgłębić w literaturę dostępną w sieci. Nie ma na ten temat dużo, może dlatego, że jest to postrzegane jako sprawa wstydliwa, ale na niektórych portalach interesujące opracowania znalazłem.

Bardzo ciekawy tekst znalazłem na stronie http://treningbiegacza.pl/nieziemski-seks-tylko-z-biegaczem . Wklejam jedno z ciekawych zdań, stanowiące jakby kwintesencję całego wypracowania:

„Aktywnie żyjący człowiek, który rozsądnie dawkuje wysiłek fizyczny ma wysoki poziom testosteronu, co wpływa na tzw. „ochotę na seks”. Regularny trening daje nie tylko dobre samopoczucie, ale sprawia, że jest się lepszym kochankiem. Dobra kondycja jest kluczem do świata intymnych zabaw. Wysportowana sylwetka roznieca żar pożądania niemal w każdej kobiecie. Szczególnie można to zauważyć w momencie schudnięcia, a więc podkreślenia walorów ciała takich jak: rzeźba i smukłość – pamiętacie to spojrzenie i ten dotyk waszej partnerki?”

Na stronie http://bieganie.pl/?cat=123 w tekście uzasadniającym dlaczego warto biegać znalazłem także bardzo ważne z omawianego tematu zdanie:

„bieganie wpływa korzystnie na nasze libido – aktywność fizyczna ma również zbawienny wpływ na nasze umiejętności i możliwości seksualne. I nie chodzi wyłącznie o sprawność. Wzmożony i długotrwały wysiłek przyczynia się do produkcji testosteronu, hormonu odpowiadającego m.in. za nasze libido.”

W niektórych tekstach powtarza się tajemniczy wyraz endorfiny, które wpływają i na seks i na wszystko, co ze szczęściem jest związane. Co to są te tajemnicze endorfiny? Jak podaje nieoceniona w takich chwilach ciocia Wiki, czyli Wikipedia:

Endorfiny – grupa hormonów peptydowych, wywołują doskonałe samopoczucie i zadowolenie z siebie oraz generalnie wywołują wszelkie inne stany euforyczne (tzw. hormony szczęścia). Tłumią odczuwanie drętwienia i bólu. Są endogennymi opioidami….. wysiłek fizyczny (chociaż niektórzy naukowcy twierdzą, iż to udział w rywalizacji sportowej ma na to znaczący wpływ); przypuszcza się, że przedłużony intensywny wysiłek powoduje wzmożone wydzielanie endorfin, objawiające się euforią biegacza.

Czyli troszkę naukowego wytłumaczenia udało się znaleźć. Ale to nie w pełni zaspakajało mój głód wiedzy na ten temat. Pozwoliłem sobie napisać do pani Grażyny Czubińskiej, jednej z bardziej znanych i szanowanych psycholog i seksuolog z Londynu. Poniżej zamieszczam treść korenspondecji:

Szanowna Pani,

W imieniu sporej grupy biegającego społeczeństwa, chciałbym zadać pytanie dotyczące zależności między seksem a bieganiem. U siebie zauważyłem, że ta zależnośc istnieje i jest bardzo silna. Co ciekawe, im większy mam za sobą biegowy wysiłek, tym głębsze jest moje odczuwanie, a możliwości, także mają wyjątkowy wzrost. Czy można jakoś naukowo wytłumaczyć ten fenomen, czy jest to tylko jeden, akurat w mojej sytuacji przypadek, nie mający przełożenia na uniwersalną zależność. Będę bardzo wdzięczny za odpowiedź,

Z Wyrazami Szacunku

Paweł Kempinski

. Dzień dobry,

Spostrzeżenia o jakich Pan pisze mogą wynikać m. in. z ogólnie lepszego stanu kondycji fizycznej, jakim charakteryzują się osoby aktywne fizycznie w wymiarze pasji amatorskiej. Ruch intensyfikuje ukrwienie, poprawia gospodarowanie tlenem i np. zmniejsza ilość toksyn w organizmie, co ma niebagatelne znaczenie również w pracy układu nerwowego, który w trakcie aktu seksualnego przekazuje bodźce z pobudzanych seksualnie części ciała do mózgu. Zatem im aktywniejszy człowiek w granicach swoich możliwości i zdrowego rozsądku, tym może być większe spektrum odczuwania przyjemności z seksu. Oczywiście warunkiem koniecznym jest brak dysfunkcji, które nie przeszkadzają w byciu aktywnym fizycznie, ale częściowo lub całkowicie uniemożliwiają uprawianie seksu.

Pozdrawiam, GC

Grazyna Czubinska MA, MPSA

INTYMNET – Dyplomowane Doradztwo Psychoseksualne i Rodzinne w Londynie.

Myślę, że chyba na ten moment temat został odpowiednio wyczerpany. Podsumowując i chcąc zachęcić do biegania tych, którym nasze przyjemności nie są znane użyję, jak to w moim stylu często bywa króciutkiej rymowanki:

Kiedy zaczniemy od codziennego biegania,

Moc odczuć seksualnych zostanie przekazana,

Coś się rozjeżdża, dobrze że dłuższej, która po głowie chodzi nie wrzuciłem. No a jutro czas na mój najdłuższy tygodniowy bieg, czyli 11.5 km. Zapewne wpis będzie zdecydowanie później, ale będzie z pewnością.