Idealny weryfikator treningowej pracy

W większości przypadków biegamy sobie wg zasady bieganie dla biegania, dla frajdy, pasji, ale bez jakiegoś głębszego celu. Samo przełamanie się i wyjście z domu, by coś zmienić w swoim życiu jest takim cele. Jednak od czas do czasu zdarza się postawić przed nami jakiś konkretny cel, np. start na takim czy innym dystansie, czyli generalnie przygotowanie się do czegoś. I wtedy nasz trening nabiera pewnej głębi i wymaga od czasu do czasu pewnej weryfikacji, czy faktycznie jesteśmy na dobrej drodze do naszego celu, czy trzeba jednak coś zmienić.

Takim weryfikatorem jest ustalony przez nas raz w tygodniu bieg na niezmiennym dystansie, tej samej trasie i możliwość dokonywania porównań, czy jest dobrze, czy niezbędne jest dokonanie jakiejś korekty. Dla mnie takim idealnym weryfikatorem jest cotygodniowy parkrun na naszej poznańskiej Cytadeli. Mógłbym co prawda udać się na inny parkrun w okolicy czy do Dąbrówki, czy do Swarzędza czy do 67 innych ( poza Poznaniem) lokalizacji tylko w naszym kraju się znajdujących (nie mówiąc o prawie 2000 w 21 krajach) ale w celach weryfikacyjnych i przygotowujących do październikowego startu na razie muszę się trzymać jednej trasy. Dlatego Swarzędz czy Konin pewno odwiedzę dopiero po październiku.

Jak już pisałem w czerwcu zacząłem treningową pracę i w efekcie w trzech ostatnich lipcowych parkrun z rezultatów na poziomie 29-31 minut nagle zszedłem do 27.37-27.40. oczywiście było to też związane z akcją odchudzającą, którą od listopada zeszłego roku prowadzę i w efekcie w 9 miesiącach 15 kg przegoniłem. Jak wczoraj pisałem w tym tygodniu uznałem, że na tyle już zszedłem z wagi, że mogę względnie bezpiecznie i na możliwym do zaakceptowania ryzyku uraz zaryzykować mocniejsze treningi tempowe wstawiane w codzienne tuptanie. Do tej pory w ostatnim miesiącu było to trochę na lekko, ale w czwartek już zrobiłem taki pierwszy poważny trening interwałowy. Jak pisałem wczoraj 10 razy minuta szybka przedzielona 10 minutami wolniejszymi, czy też spokojnymi. No i dzisiaj na moim ulubionym biegu, czyli parkrun przyszedł czas weryfikacji.

Zresztą dzisiaj miałem jedno zabawne zdarzenie, gdyż mieliśmy jak zwykle trochę gości z innych lokalizacji i kiedy podszedłem do jakiejś pary, pani przywitała mnie słowami: „jestem walika”… Muszę przyznać, że pierwsze skojarzenie było… może pominę… W każdym razie po chwili odezwał się partner pani i powiedział: „we are from Wales”… No i wszystko było jasne. Odwiedzili nas potomkowie walecznych Celtów… Co do samego biegu muszę przyznać, że czuję że zmiany treningów zaczynają naprawdę przynosić rezultaty. Uzyskałem dzisiaj 27 minut i 23 sekundy, co jest moim najlepszym rezultatem od ho,ho,ho albo i jeszcze dawniej. Nie ukrywam, że marzy mi się, żeby zejść przed maratonem na parkrun poniżej 27 minut ( do końca roku nawet 26), tak by na maratonie móc piątkę robić na 28-29 minut, co mogłoby nawet fajnym końcowym rezultatem ( jak na mnie) zaowocować. Na razie codziennie trenuje, a na parkrun weryfikuję, a treningowo w zakresie moich możliwości robię pewną orkę….

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Sport